W Wielki Piątek mój znajomy z cerkwi legnickiej powiadomił mnie, że ukazała się krytyka mojego tekstu pt. Stereotyp beskidnika w piśmiennictwie łemkowskim a rzeczywistość historyczna („Caryna”, 2023, s. 13-46), napisany przez Piotra Trochanowskiego, łemkowkiego pisarza i redaktora naczelnego miesięcznika „Бесіда” („Besida”), wydawanego przez Stowarzyszenie Łemków (nr 2(203)/2025, s. 24-26).
Mój Adwersarz czuje się mocno urażony pojawiającym się w nim wyrażeniem „łemkowscy szerzyciele bujd” (s. 19). Pan Redaktor pisze, że jest to „zwrot niby z brukowca” (s. 24). Rzeczywiście, użycie przeze mnie przymiotnika „łemkowski” było błędem, bo w zakończeniu mojego tekstu wymieniam również szerzycieli bujd innych narodowości: polskiej, ukraińskiej (wiem, że większość Łemków w Polsce się z nią obecnie nie utożsamia) czy niemieckiej (autorów Manifestu komunistycznego). Potoczne słowo „bujda”, zamiast dystyngowanych „zmyślenie”, „blaga”, „błąd”, „fałsz”, również może razić w tekście naukowym. Nie pozwoliłem sobie jednak użyć wulgaryzmu, jak czyni mój Adwersarz w polemice ze mną, cytuję: „Звідам наконец: Што Вы, редактпре начальный выданя на то, што такє г... впрекрасній, вшитко єдно, Царині ся нашло? („Zapytam na koniec: Co Wy, redaktorze naczelny wydania na to, że takie g... w przepięknej, wszystko jedno, Carynie się znalazło?”, s. 26). Zrozumiałem wszystko, bez użycia sztucznej inteligencji. Mniemam, że jest to wyraz grzeczności wobec mnie, o której Pan Redaktor zapewnia swych czytelników (s. 24).
Piszę Pan Redaktor: „Na marginesie, uśmiech wywołało wyjaśnienie Autora: Andrzej Potocki (nie mylić z Wacławem, barokowym poetą!). Z wykrzyknikiem, adresowane do cienkich uczonością szerzycieli bujd?”. Jako czynny nauczyciel-bibliotekarz zapewniam mojego Adwersarza, że uczniowie klas maturalnych nie znają często autorów lektur. Nota bene: Wacław Potocki urodził się w Woli Łużańskiej k. Biecza, zaś umarł Łużnej w pobliżu tegoż miasta, na pograniczu Pogórza i Łemkowszczyzny[1]. Andrzej Potocki przyszedł na świat w Rymanowie k. Krosna, zaś wiele lat żył w Bieszczadach, niemal po sąsiedzku[2].
Dalej czyni mi Pan Redaktor z zarzut z nazywania mowy Rusnaków gwarą, a nie językiem. Przypomina mi dyskusja w sprawie uznania za język gwary śląskiej, która przetoczyła się w zeszłym roku przez polskie media i Sejm. Wybitny językoznawca, prof. Jan Miodek, zresztą rodowity Ślązak urodzony w Tarnowskich Górach, powiedział wtedy: „Nie ma ani jednej cechy strukturalnej, która różniłaby dialekt śląski od dialektu wielkopolskiego czy małopolskiego”[3]. Podobne wrażenie daje porównanie gwary łemkowskiej z literackim językiem ukraińskim, z którymi nota bene mam ciągle styczność jako konwertyta na prawosławie. Nawet jeśli jest ono mylne, to przecież w ślad za prof. Robertem Pawłem Magocsim mój Adwersarz uznaje Łemków za część narodu karapcko-ruskiego (rusińskiego), odrębnego zarówno od Ukraińców, jak i Rosjan. Konsekwentnie, z oczywistych przyczyn, powinien mieć mowę Łemków za dialekt języka karpacko-ruskiego (rusińskiego). Nie czuję się skrępowany żadnymi faktami prawnymi czy politycznymi w tym względzie, wynikającymi z przyczyn innych, niż językoznawcze, z doraźnych interesów, niekoniecznie ludności tubylczej.
Pisze mój Adwersarz: „Dajmy na to, zgódźmy się po części, ale gloryfikacja (zbójnictwa) przez tradycję ludową i estyma, jaką darzyli zbójników romantycy (s. 39) nie wzięła się znikąd!” (s. 24). Zaiste. Wzięła się ona z myślenia na zasadzie pars pro toto - „całość zamiast części”, myślenia życzeniowego, pychy klasowej i narodowej, które nie pozwalały dostrzec własnych błędów poznawczych. Takich samych, jak np. przekonanie, że wszyscy wysiedleni (czy raczej wypędzeni) w ramach akcji „Wisła” sympatyzowali z UPA. Takich, jak choćby sugestia zawarta w autentycznym zadaniu maturalnym: „Wykazać, że naród polski zawsze miłował pokój i nie prowadził nigdy wojen zaborczych”[4].
Uderza mnie jeszcze inna wypowiedź Pana Redaktora: „Historia jest materią tak rozciągliwą, że każdy autor rację ma, ten z UB (Uniwersytetu Berlińskiego) i ten z UJ. Obaj napiszą o Śląsku w aspekcie historycznym. Ich prace będą różniły się diametralnie, ale... każdy z nich rację będzie miał” (s. 24, podkreślenie moje – P.B.). Autor w ten sposób wyraził, świadomie, bądź nie, poznawczy i ontologiczny relatywizm. Prawdy obiektywnej, niezależnej od interesów tego czy innego narodu, dla niego nie ma. Istnieją wyłącznie różne „narracje”. Tymczasem, z punktu widzenia racjonalnej filozofii nauki, nawiązującej do dziedzictwa Platona, Arystotelesa czy stoików, a nie sofistów, romantyków czy postmodernistów, historyk polski i niemiecki piszący o dziejach Śląska mogą się różnić na poziomie ocen, ale winni dążyć do konsensu na poziomie faktów. Na drodze do takiej jednomyślności nie da się uniknąć trudności i sporów, wynikających m.in.: z masy źródeł do przejrzenia, zapisanych w różnych językach (w ww. przykładzie: przede wszystkim po polsku, czesku i niemiecku), śmierci świadków jakichś wydarzeń, zniszczenia dokumentów i zabytków, tudzież po prostu ludzkich błędów. Jednak odnośnie do, trzymając się przykładu rzuconego przez mojego Adwersarza, dziejów Śląska możemy sporo pewnego powiedzieć. Przykład: historyk polski napisze o wysiedleniu Niemców z tego obszaru po II wojnie światowej, mając je za konieczność i akt sprawiedliwości, historyk niemiecki raczej o wypędzeniu (Vertreibung), uznając je za krzywdę wyrządzoną jego narodowi i akt zbiorowej odpowiedzialności, ale zgodzą się, że do niego doszło w wyniku przegranej III Rzeszy.
Pisze Pan Redaktor na innym miejscu: „Trudno przypuszczać, by mieszkańcy Podhala byli w XIII w . jeszcze poganami, synami Beliala” (s. 25). Pan Redaktor zakłada, że chrystianizacja Słowian czy sąsiednich Węgrów (pod których królów władztwem część Łemkowszczyzny znalazła się w XI w.) była aktem jednorazowym. Władca zmieniał wiarę a wraz nim rzekomo wszyscy jego poddani. Przeczą temu dane historyczne i etnograficzne. W rzeczywistości, książę czy król chrzcił się wraz ze swoim dworem, wojownikami, tudzież mieszkańcami grodu stołecznego. Następnie rozpoczynała się żmudna i długotrwała chrystianizacja mieszkańców innych podległych mu grodów i wiosek. Niektórzy jego poddani stawiali czynny i bierny opór próbom narzucenia im chrześcijaństwa czy sugestii, żeby zmienić wiarę. Opór czynny przybierał postać powstań, np. na Pomorzu, które odpadło od Polski kilka lat po powstaniu w r. 1000 biskupstwa kołobrzeskiego, w l. 1034-1040 w Wielkopolsce, w części Śląska i Małopolski[5]. Gall Anonim tak relacjonował te wydarzenia: „Nadto jeszcze, porzucając wiarę katolicką – czego nie możemy wypowiedzieć bez płaczu i lamentu – podnieśli bunt przeciw biskupom i kapłanom Bożym i niektórych z nich, jakoby w zaszczytniejszy sposób, mieczem zgładzili, a innych, jakoby rzekomo godnych lichszej śmierci, ukamieniowali”[6]. Opór bierny przybierał np. postać dwuwierstwa (w piśmiennictwie rosyjskim: двоеверие), czyli praktykowania równocześnie, jawnie albo tajemnie, obrzędów pogańskich i chrześcijańskich, przede wszystkim na wsi[7]. Rzecz jasna, dwuwierstwo wynikało także ze słabej znajomości u ludu, na ogół niepiśmiennego, dogmatów, zasad moralnych i liturgii chrześcijańskich (zresztą w obrządku zachodnim sprawowanej w niezrozumiałym dla niego zupełnie języku łacińskim; podobne podłoże miały vudu i santeria w Ameryce). Praktykami jawnie pogańskimi były m.in.: majenie pól, skakanie i przepędzanie bydła przez ogień na św. Jana, Dziady czy wróżenie z wosku na św. Andrzeja. Jeszcze w XX w. praktykowali je wieśniacy polscy i łemkowscy. Trudno dla nich znaleźć jakąś interpretację chrześcijańską (jak np. dla choinki, który obyczaj przyszedł do nas zresztą z Niemiec). Majenie pól wywodzi się zapewne z kultu bóstw ziemi (Weles, Perperuna, Dodola, Mokosz, Jarowit-Jaryło itd.)[8]. „Wczesnym ranem w dzień św. Jana rodzice kazali mi nałamać świeżych gałązek i poznaczyć nimi (maić) wszystkie kawałki pola, na których rosły już ładne zboża, ziemniaki i inne warzywa. […] Majenie obsianych i obsadzonych kawałków pola miało chronić je przed złą pogodą, a zwłaszcza przed gradobiciem, które dość często nawiedzało tereny górskie” - wspomina Adam Barna (ur. 1926)[9]. Krótko to skomentuję: „Ktokolwiek by składał ofiary innym bogom <poza samym Panem>, podlega klątwie” (Wj 22,19). „Zapalono sobótkę. […] Gdy stos na wpół opadł – relacjonował Wincenty Pol – zaczęto na gwałt pędzić bydło w ogień, i z rykiem skakało bydło przez gorejące jeszcze ognisko... Za niem i przed niem skakali tam i sam chłopaki po wiele razy, hałas wielki czyniąc”[10]. Przeskakiwanie ludzi i przepędzanie bydła przez ogień jest obrzędem oczyszczającym, zapewniającym rzekomo zdrowie i urodzaj, odprawianym w noc świętojańską (noc kupały, sobótka), wypadającą blisko przesilenia letniego, które mieli sprawić czczone przez Słowian bóstwa solarne i ognia (Dadźbóg, Radogost, Swaróg, Swarożyc itd.)[11]. Duchowieństwo rzymskokatolickie i prawosławne nie pozostało obojętne wobec takich praktyk, kwestionujących sens chrześcijańskich rytuałów i misteriów: spowiedzi, pokuty, postu, Eucharystii, modlitw za wstawiennictwem świętych (np. św. Izydora Oracza) itd. „W tym samym czasie, w poście św. apostołów św. Piotra i Pawła (petriwka) był zwyczaj z procesją ornych pól – pisze A. Barna. Chodziłem i ja z taką procesją z krzyżem, dwiema chorągwiami, Ewangelią, kapłanem, z odprawianiem molebni o zdrowie, urodzaje i udane żniwa w każdym roku”[12]. Wróżb zaś wyraźnie zakazuje Pismo Święte, tak jak wywoływania duchów zmarłych na Dziady, które opisał w swoim słynnym poemacie Adam Mickiewicz[13]. Zdarzały się na Słowiańszczyźnie inne, jawne przejawy pogaństwa kilka wieków po przyjęciu chrześcijaństwa przez jej elity. Św. Tichon Zadoński (1724-1783) widział w Woroneżu czy eparchii woroneskiej jeszcze w połowie XVIII w. święta ku czci Jaryły[14]. „Historia biblijna, zasady wiary uznawane przez oficjalny Kościół były ludowi nieznane – pisze polski socjolog białoruskiego pochodzenia, Włodzimierz Pawluczuk. […] Poza tym lud ten do końca zeszłego stulecia [XIX w. - P.B.] czcił ziemię, ogień, wodę, chleb, słońce, księżyc, niektóre drzewa, ptaki i zwierzęta oraz krzyż jako symbol magiczny”[15]. Chrystianizacja natrafiła także na opór Madziarów. „Węgrzy byli bardzo mocno przywiązani do swych wierzeń, które ustąpiły chrześcijaństwu dopiero po krwawej wojnie stoczonej przez króla Stefana Świętego z pogańskimi naczelnikami plemiennymi. Pomimo surowych represji poganie jeszcze kilkakrotnie w XI w. zrywali się do buntów, księża katol. i pastorzy kalwińscy zaś walczyli z jego [pogaństwa – P. B.] pozostałościami aż do końca XVIII w.”[16].
Pisze Pan Redaktor na innym miejscu: „Prześladowania prawosławnych Rusnaków, wzmogły się po wspomnianej Unii Brzeskiej, szczególnie w Państwie Muszyńskim, własności biskupów krakowskich (Ad. 6 i 7.). Autor dotyka tej kwestii, źródło o niej cytuje (w podrozdziale Swoboda chłopów), ale owych prześladowań jako przyczyny najbardziej intensywnego wtedy (połowa XVII w.) łemkowskiego zbójnictwa nie dostrzega” (s. 25). Ta kwestia została omówiona przez ze mnie – wprost i nie-wprost – jako możliwy powód zbójnictwa w Beskidach na s. 24-27 oraz 33-34. Jak widać, w niewystarczającym zakresie. Przypominam przeto mojemu Adwersarzowi, a czytelników, którzy nie mają dostępu do mojego tekstu, informuję: wskazałem mieszany narodowościowo (i siłą rzeczy wyznaniowo, gdyż przynajmniej wyznania rzymskokatolickie, prawosławne i mojżeszowe był wtedy w Beskidach silnie sprzężone z narodowością) skład większości zbójeckich oraz napady Polaków na kościoły i Rusinów na cerkwie (także dokonane jeszcze przed uniami brzeską i użhorodzką, kiedy wszyscy formalnie należeli do Cerkwi prawosławnej) jako przesłanki przeciw uznawaniu motywu religijnego za istotny w pojawieniu się i rozwoju tamże band tołhajów. Uzupełniam te dane, żeby moje wywody były bardziej przekonywające. 14 na 26 (53,85%) postępowań udokumentowanych w Aktach kryminalnych sądu kresu muszyńskiego dotyczyło napadu Rusina na Rusina. Wnioskuję to z imion napastników i ofiar (np. Iwan, Mikita, Seman) i nazw miejscowości, gdzie doszło do przestępstw, a które w przeważającej większości zamieszkiwała ludność wschodniosłowiańska (m.in. Florynka, Regietów, Muszynka)17. Akta kryminalne sądu kresu muszyńskiego 1647-1765 poświadczają 1, zaś Regestr złoczyńców grodu sanockiego 1554-1638 - 3 przypadki rabunku cerkwi przez Rusinów, jeszcze przed przyjęciem unii przez prawosławnego biskupa przemyskiego Innocentego Winnickiego w 1691 r.[18] W pierwszym z tych źródeł pod datą 28.03.1661 r. zanotowano: „Stanąwszy gromada Brunarska także y Iaskowska przełożyli skargę naprzeciw Iwanowi Gornickowi, który gwałt uczynieł czerkwi naszey, ze powałę wyłomał y drabinę spuścił do czerkwie, który miał czerkiew nasze złupic i wydrzeć. [...] Matias Kłodawski będąc plenipotentem od Iwana Gornicka, daie taki respons, ze go diabeł na to zawiodł i piiany na ten cas był, ze tam wszedł na czerkiew i powałę wydarł y drabinę spuścił do czerkwie, który się sąm dobrowolnie przynał do tego uczynku, tedy uprasza za nim Prawa wszytkiego y sądu podczciwego o miłosierdzie”[19] (pisownia oryginalna, tu i dalej podkreślenia moje – P.B.). W drugim z ww. źródeł pod datą 06.03.1557 r. czytamy: „Naprzód ten karlikowski pop Roman z drugim popem, którze niegdy był w Kostarowcach popem i Waśko z Nowosielec wybrali cerkiew ruską w Nowosielcach i do kniazia na Wyłagi do Wągier donieśli”[20]. Niejaki Fedoszej z Werawy (Výrava na teraźniejszej Słowacji) „zeznał, że synowie Hrebcowi, Fedor, Michało i Tymko cerkiew w Smolniku tak dwie lecie wydarli i wyłupili. […] Tenże zeznał, że teraz cerkiew w Smolniku wyłupił sąm i księgi ty pobrał, z którymi go przywiedziono, a to tym sposobem, że naszedł chłopa jakiegoś, pudełka noszącego i świder mającego, który świder kupił za gr. 1, którym świderem sam wydarwszy dobył cerkwie”[21]. Niejaki Andry (Andrzej) Haban z Węgier mówił w 1618 r.: „Cerkiew kalnicką nocnym obyczajem wykradłem sam i z towarzyszami swemi, z Fedorem Hryćkowym i z Iwanem, zieńciem Hlistejowym, wiedział o tym i Oleksa Kalinicz, wszystcy trzej poddani z Wętliny, ale Oleksa Kalinicz nie chodził z nami do cerkwi; jednakże kiedyśmy się dzielili woskiem, dzieliliśmy i na Oleksowę część, a dzielba ta była w stodole Hrućkowej we wsi Wetlinie. W tej cerkwi wybraliśmy świc wielkich 32 i ryzy popowskie, z ryzów poszyliśmy sobie soroczki, a wosk popotapialiśmy i poprzedali. Jam swoję część przedał Szmielowi żydowi do Liska”[22]. Należy dodać, że w Brunarach, Kalnicy, Karlikowie, Kostarowcach, Smolniku znajdowały się przed przejściem mieszkańców na grekokatolicyzm wyłącznie cerkwie prawosławne, więc słowo „cerkiew” w przywołanych źródłach rozumie się wąsko i żadnym razie nie odnosi się do kościołów rzymsko-katolickich[23]. Jaśkowa należała do parochii prawosławnej, następnie unickiej w Brunarach[24]. Na 155 dokumentów zawartych w Regestr złoczyńców grodu sanockiego 1554-1638, 16 (10,32%) wspomina o napadach Rusinów na Rusinów[25]. Te i pochodzące z okolic Muszyny dane znajduję jako statystycznie istotne, pokazujące, jak tożsamość lokalna czy jednostkowe interesy potrafiły górować na tożsamością w Beskidzie nad tożsamością etniczną i wyznaniową.
Pisze Pan redaktor: „Napomknął tylko o komiksie (współautorstwo z Bohdanem Trochanowskim) Wszkaże ten rodzaj twórczości trzeba odnieść do literatury pięknej (która bywa piękna, albo nie), gdzie dopuszczalne są wszelkie rodzaju... typy” (s. 26). Zaiste, już Arystoteles w Poetyce zauważał, że dla literatury pięknej typowe jest nagromadzenie metafor. Jednak wizerunek beskidnika wyłaniający z ww. komisku pt. Chwała Sawki pokrywa się z przedstawionym w łemkowskiej literaturze faktu (przytaczanych przez mnie dziełach Adam Barny, Iwana Krasowskiego czy Joanna Polańskiego, pseud. I. F. Łemkin), więc sądziłem, że należy rozumieć go dosłownie. Co się tyczy samego Andreja Sawki i jego kompana, Bajusa, natrafiłem na źródła kwestionujące przekonanie, że byli to niezłomni bojownicy o wyzwolenie narodowe i społeczne, jeśli wolno się posłużyć językiem z okresu PRL, kiedy je propagowano (m.in. na łamach „Naszego Słowa”). Na s. 29-30 przytaczam zeznania Fedora Sieńczak, niewątpliwie Rusnaka, z 1654 r.: „Furmanow z Florynki rozbił Safka [podkreślenia moje – P. B.], Wasiel Roztocky syn Łazarow, Repeliak alias Makoicky, Puskarzyk alias Grzybowski”[26]. W 1647 r. Wasyl Piotrowski na męce powiedział (nie cytowałem tego w „Carynie”): „Item zeznał, ze Baius nawiodł na Florynkj na Tatuská w panstwie muszynskum, ze słuzył u niego z małości a nie zapłacił mu, mówiąc: naydziemy tam dobrá wiele, y widziałem potemu Baiusa w Tworyszczu, obciął tám chłopá w rękę” [podkreślenia moje, pisownia oryginalna – P. B.] [27]. Nie wiadomo, za co Bajus zranił kmiecia we wsi Vyšný albo Nižný Tvarožec (prawdopodobnie idzie o nie, Tworyszcza na mapach nie znalazłem). Przypuszczalnie był Rusninem prawosławnego wyznania, bo po dziś dzień istnieją tam jedynie świątynie grekokatolickie: Podwyższenia Krzyża Św. (Nižný Tvarožec, Нижнїй Тварожець) oraz św. Kosmy i Damiana (Vyšný Tvarožec, Вижнїй Тварожець)[28]. Powyższe zeznania potwierdzają ekonomiczne pobudki konfliktów między chłopami beskidzkimi, a nie narodowościowe i wyznaniowe. Czy można te postaci utożsamić z naszymi Sawką i Bajusem? Dyskusyjne, choć niewykluczone. Fiedor Sieńczak podaje, że rozbijał z Iankiem, a nie Andrejem, Safką alias Chanczowskim, który „zymuie sie na Rostokach” oraz Safką Suchayem z Brutowiec[29]. Należy pamiętać, co wynika wyraźne z tego źródła, że zbójcy posługiwali się nieraz kilkoma pseudonimami, jak przystało na osoby działające w konspiracji. Trzeba także dodać, że we Florynce wówczas mieszkali niemal wyłącznie Łemkowie. Kopka, którego wspomina mój Adwersarz, należał do kompanii Dymitra Litwina z Brunar, liczącej 13 osób[30]. Przynali się do napadu na „obcych”: kościół w Złotem, szlachtę, kupców itd. Jednak dokument ten ujawnia także inne motywacje członków jego bandy. „Petrus Kuzmiak de villa Berest – czytamy tam - in montibus uulgo na salassu deprehensus, captus et ligatus, ad officium addcutus [Piotr Kuźmiak ze wsi Berest, w górach, jak się mówi potocznie, na szałasie odkryty, ujęty i uwięziony, do urzędu przyprowadzony – P.B.], pytany, co go do tego przywiodło, że na szałass nachodził, cudze dobro wydzierać, odpowiedział że swawola”[31]. Rzeczony zaś Kopka pojechał na służbę do biskupa Munkaczowa (Mukaczowa, Munkacza) Piotra Parteniusz Petrowicza (zm. 1665), który przyjął zawartą 19 lat wcześniej unię użhorodzką z papiestwem[32]. Źródła te niewątpliwie poświadczają, że rusnaccy zbójnicy napadali na „swoich” w sensie stanowym, etnicznym i zapewne wyznaniowym (zważywszy, że unia brzeska natrafiła na silny opór Rusnaków).
Myślę, że nasz spór z p. Trochanowskim wynika z różnego rozumienia dziejopisarstwa. Jako wieloletni czytelnik „Besidy”, odnoszę wrażenie, że dla niego i osób z jego otoczenia (m.in. prof. Heleny Duć-Fajfer) historiografia ma na celu uzasadniać roszczenia Rusnaków czy karpackich Rusinów do utraconej ziemi, uznania prawnego za odrębny naród Łemków i łemkowskiego za osobny język (po bliższym wglądzie w sprawę – jako etap na drodze do wyodrębnienia narodu karpacko-ruskiego/rusińskiego), dorównywania innym ludom czy wręcz wyższości na nimi, własnego języka w szkołach, cerkwiach czy urzędach, autonomii czy niepodległości. Krótko mówiąc, robią politykę historyczną, przedstawiając to jako historię akademicką. Mnie zaś interesuje, przynajmniej jak publikuję tekst w czasopiśmie naukowym, „jak to naprawdę było”. Nie potrafię inaczej, bo grozi to naginaniem narracji do z góry powziętych założeń, bez względu na informacje zawarte w źródłach. Trzeba nam przebyć trudną do drogę od etnocentryzmu do szukania prawd powszechnych, istniejących niezależnie od woli i interesów różnych etnosów. „Otóż – jak łatwo zauważyć – świadomość etniczna klasyfikująca i ujmująca świat etnocentrycznie, traktująca własną grupę i wszystkie jej cechy jako jedynie prawdziwe, naturalne i doskonałe, natomiast wszelkie cechy innych grup jako udziwnione, śmieszne, głupie i ułomne, jest wytworem epoki feudalnej, epoki izolowanych, prowadzących naturalną gospodarkę społeczeństw – twierdzi W. Pawluczuk. Ale relikty tej archaicznej świadomości istnieją, straszą nadal w formie stereotypów społecznych”[33].
Na koniec: pisałem artykuł w czasopiśmie naukowym, nie książkę. Z oczywistych względów musiałem zwięźle uzasadniać swoje twierdzenia i hipotezy. Przy złożonym temacie, również w formie książkowej, nie da się przytoczyć wszelkich źródeł i opracowań jego dotyczących, których autor może po prostu nie znać, albo które zapisano w nieznanym mu języku (np. nie pojąłbym materiałów po węgiersku, chyba że z pomocą zaawansowanych algorytmów). Pozostaje dyskusja jako metoda sprawdzenia, jak sprawy się rzeczywiście miały czy mają. Mój Adwersarzowi może ją, rzecz jasna, zainicjować, proszę jednak, żeby z powodu zawartego w moim tekście jakiegoś dosadnego, ale nie wulgarnego czy wprost kłamliwego wyrażenia lub kontrowersyjnych poglądów w niej wyrażonych, burzących utarte schematy myślowe, nie tylko wśród Łemków, nie nazywał go g*****.
Przypisy
Potocki Wacław, https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/Potocki-Waclaw;3961102.html (03.05.2025).
Andrzej Potocki, https://ksiazki.wp.pl/andrzej-potocki-6150185584944769c (03.05.2025).
Sz. Kwiatkowski, Prof. Jan Miodek o języku śląskim: jest to archaiczna i regionalna odmiana języka polskiego, https://dziennikzachodni.pl/prof-jan-miodek-o-jezyku-slaskim-jest-to-archaiczna-i-regionalna-odmiana-jezyka-polskiego/ar/c1-18574555 (dostęp: 20.04.2025).
Sprawozdanie Dyrekcji Państwowego Gimnazjum im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu: za 1-sze dziesięciolecie zakładu w niepodległej i wolnej ojczyźnie: 1919-1929, Poznań 1930, s. 81, dostępne on-line: https://www.wbc. poznan.pl/dlibra/publication/92670/edition/104902/content (dostęp: 04.05.2025).
Zob. m.in.: Dzieje Polski do roku 1501, oprac. J. Żak, B. Miśkiewicz, A. Gąsiorowski, Warszawa 1993, s. 132, 134; H. Samsonowicz, A. Wyczański, Historia Polski, T. 1: Polska do 1586, Warszawa-Madrid 2007, s. 52, 59, 64-65.
Gall Anonim. Kronika polska, przekład R. Grodecki, wstęp i oprac. M. Plezia, Wrocław-Warszawa 2003, s. 42-43.
Г. Е.Колыванов, ДВОЕВЕРИЕ, https://www.pravenc.ru/text/171499.html (dostęp: 20.04.2025).
A. Gieysztor, Mitologia Słowian, Warszawa 2006, s. 137-147, 201-204; Encyklopedia „Gazety Wyborczej”. Religie świata, Kraków-Warszawa 2006, s. 692-694.
A. Barna, Z pamiętnika wysiedleńca. Wspomnienia, Legnica 2024, s. 22.
W. Pol, Obrazy z życia i natury. Ser. 1, Północny Wschód Europy, Kraków 1869, s. 202.
A. Gieysztor, dz. cyt., s. 167-180, 242-250; Encyklopedia „Gazety Wyborczej”. Religie świata, dz. cyt., , s. 692-694.
A. Barna, dz. cyt., s. 22.
Zob. np.: Kpł 19,26.31; Pwt 18,9-14; 1 Sm 15,23; Iz 8, 19-20; Jer 27,9; Za 10,2.
Г. Е.Колыванов, ДВОЕВЕРИЕ, dz. cyt.; A. Gieysztor, dz. cyt., s. 136.
W. Pawluczuk, Światopogląd jednostki w warunkach rozpadu społeczności tradycyjnej, Warszawa 1972, s. 64, 66.
Encyklopedia „Gazety Wyborczej”. Religie świata, dz. cyt., s. 761.
Zob. Akta sądu kryminalnego kresu muszyńskiego 1647-1765, red. dr F. Piekosiński, Kraków 1889, nr 1, s. 13/333; nr 2, s. 335/15; nr 3, s. 18/338-20/340; nr 5, s. 20/340-21/341; nr 6, s. 21/341-23/343; nr 9, s. 25/345-26/346; nr 11, s. 26/346-28/348; nr 20, s. 43/363-44/364 nr 23, s. 49/369-50/370; nr 24, s. 50/370-52/372; nr 28, s. 56/376; nr 29, s. 377/57; nr 32, s. 62/382-64/384 nr 33, s. 64/384-68/388 (podwójna numeracja stron).
Tamże, nr 17, s. 36/356-37/357; Regestr złoczyńców grodu sanockiego 1554-1638 wyd. przez O. Balzera, Lwów 1891, nr 6, s. 52-54; nr 55, s. 98-100; nr 153, s. 210-213; о. Станіслав Набиванєц, ПЕРЕМИСЬКА ЄПАРХІЯ, w: Енциклопедія Історії України, t. 8, s. 123-125.
Akta sądu kryminalnego kresu muszyńskiego 1647-1765, dz. cyt., s. 36/356-37/357.
Regestr złoczyńców grodu sanockiego 1554-1638, dz. cyt., nr 6, s. 53.
Tamże, nr 55, s. 99.
Tamże, nr 153, s. 211-212.
Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, wyd. pod. red. F. Sulimierskiego, B. Chlebowskiego, W. Walewskiego, Warszawa 1880-1902, t. I, s. 387; t. III, s. 703, 841-842; t. IV, s. 474, t. X, s. 910.
Tamże, t. III, s. 486.
Akta sądu kryminalnego kresu muszyńskiego 1647-1765, dz. cyt., nr 6, s. 53; nr 7, s. 54; nr 8, s. 55; nr 13, s. 59; nr 59, s. 102; nr 69, s. 115; nr 72, s. 116; nr 76, s. 121; nr 77, s. 121; nr 90, s. 114; nr 96, s. 140; nr 100, s. 146; nr 111, s. 158; nr 118, s. 172; nr 150, s. 205; nr 153, s. 210-213.
Tamże, nr 15, s. 32/352 (pisownia oryginalna).
Tamże, nr 2, s. 15/335.
Nižný Tvarožec. Oficiálne stránky obce. Život w obce. Cirkev, https://www.niznytvarozec.sk/ cirkev (dostęp: 03.05. 2025).
Akta sądu kryminalnego kresu muszyńskiego 1647-1765, s. 32/352.
Tamże, nr 21, s. 45/365.
Tamże, s. 47/367.
Ks. B. Kumor, Unia użhorodzka na Zakarpaciu (1646), „Roczniki Humanistyczne”, t. XLI, z. 7-1993, s. 9-10.
W. Pawluczuk, dz. cyt., s. 235.


