Sunday, March 18, 2018

Protesty robotników poznańskich w czerwcu 1956 r. w świetle doniesień „Gazety Zielonogórskiej”

28.06.1956 r. na ulice Poznania wyszli pracownicy tamtejszej fabryki maszyn i narzędzi rolniczych, założonej 100 lat wcześniej przez Hipolita Cegielskiego. Do demonstrantów wkrótce przyłączyli się pracownicy innych miejscowych zakładów pracy i przechodnie. Nieśli transparenty z napisami „My chcemy chleba”, „Precz z Ruskami”, „Żądamy religii w szkołach”. Słysząc o rzekomym aresztowaniu delegacji, która rozmawiała z przedstawiwcielami PZPR, część demonstantów uwolniła osadzonych w więzieniu przy ul. Młyńskiej i zabrała przechowywaną tam broń. Doszło do wymiany ognia między milicjantami, fukcjonariuszami UB a protestującymi. Rząd wysłał do Poznania wojsko w celu stłumienia zamieszek. Jak te wydarzenia zostały przedstawione w „Gazecie Zielonogórskiej” - czasopiśmie o największym wówczas nakładzie na obszarze Ziemi Lubuskiej?

       Prasa w okresie PRL była niemal zupełnie kontrolowana przez PZPR. Jeśli nawet dany tytuł nie należał do partii, to i tak jego egzemplarzez podlegały cenzurze przed publikacją. Tzw. „drugi obieg wydawniczy”, który obejmował również periodyki, rozwinął się na szerszą skalę dopiero pod koniec l. 70. Utrudnia to badanie dziejów PRL. Jednak ówczesna polska prasa zawsze pozwala prześledzić mechanizmy działania oficjalnej propagandy i cenzury. I to zamierzam uczynić w niniejszym tekście.
       „Gazetę Zielonogórską. Organ KW Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej” założono w 1952 r. Kolejnymi jego redaktorami byli: Wikotr Lemiesz (1952-1956), Zygmunt Śniecikowski (1957-1960) i Zdzisła Olas (po 1960 r.). W 1975 r. periodyk przemianowano na „Gazetę Lubuską” i pod tym tytułem ukazuje się do dziś.
       Wydarzenia poznańskie przedstawiano w „Gazecie Zielonogórskiej” jako wynik „faszystowskiej prowokacji”, działań „agentury imperialistycznej”, „spisku reakcyjnego podziemia”, które w „zwartych szeregach klasy robotniczej [...] próbował zrobić wyłom, wyrywając z nich mniej świadomych towarzyszy pracy”. Sugerowano opłacanie inicjatorów zajść przez wywiady RFN lub USA. Żeby przekonać czytelnika do tej tezy zamieszczono cytaty z prasy zagranicznej i informacje o odcięciu się od protestów przez kadry fabryk czy kopalń z różnych części kraju. Informowano też o odmowie przyłączenia się do strajku kolejarzy ze Zbąszynka. W ten sposób odwoływano się do konformizmu czytelników, próbując wywołać u nich wrażenie pozytywnej oceny sytuacji gospodarczej i politycznej panującej w ówczesnym PRL przez większość polskich robotników.
       Apelowano również do strachu odbiorców „Gazety Zielonogórskiej”. Opublikowano w niej przemówienie radiowe premiera Józefa Cyrankiewicza, w którym mówił: „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tą ręke władza ludowa odrąbie [...]”.
       01.07 i 02.07 równocześnie w „Gazecie Lubuskiej”, „Gazecie Poznańskiej”, „Głosie Wielkopolskim” ukazały się podobnej treści teksty, choć pod innymi tytułami: „Pogrzeb ofiar faszystowskiej prowokacji” („Gazeta Zielonogórska”), „Pogrzeb ofiar zajść poznańskich” („Gazeta Poznańska”, „Głos Wielkopolski”). Prawdopodobnie redakcje otrzymały stosowne wytyczne od KC PZPR bądź Głównego Urzędu Kontroli Prasy Publikacji i Widowisk. We wszystkich niezgodnie z prawdą podano do wiadomości, że „Wbrew tendencyjnie rozsiewanym pogłoskom, wśród ofiar nie ma dzieci i kobiet”. Tymczasem w czasie zajść poznańskich zastrzelono 13-letniego Roman Strzałkowskiego. Jego nekrolog pojawił się zresztą w tych dniach na łamach „Głosu Wielkopolskiego”. Liczbę zabitych oszacowano na 48 osób. Pion śledczy IPN określa ją obecnie na 58 osób.
       Odwoływano się i do patriotyzmu czytelników „Gazety Zielonogórskiej”. Sugerowano, że „prowokacja zmierzała do poderwania dobrego imienia Polski w świecie, do osłabienia jej pozycji miedzynarodowej” i utrudniała „usnięcie bolączek ludzi pracy i demokratyzację naszego kraju”.

Powyższy artykuł miał się ukazać w zeszłym roku w jednym z lokalnych tygodników. Do dzisiaj, mimo kontaktu telefonicznego i mailowego z jej byłym redaktorem naczelnymi nie wiem, co się z nim stało. Obecny natomiast zaprzeczyl, by został on wydrukowany. Jeśli w jakiejś czasopiśmie bądź książce ukazały się taki sam bądź podobny tekst, proszę przesłać informację o nim na mój adres e-mail: piotr.bukowczyk@gmail.com.

Październik 1956 r. w Zielonej Górze

W październiku 1956 r. w Warszawie zebrało się VIII Plenum PZPR, na którym na I sekretarza partii wybrano Władysława Gomułke i potępiono „błędy i wypaczenia” okresu stalinowskiego. Na Węgrzech 23 października wybuchło antysowieckie powstanie. Jak na te wydarzenia zareagowali zielonogórzanie?

       Na żądanie wielu organizacji i instnacji partyjnych w dniach 27 i 28 października miało miejsce w Zielonej Górze plenarne posiedzenie Komitetu Wojewodzkiego (KW) PZPR. Uczestniczyli w nim członek Biura Politycznego KC PZPR Stefan Jedrychowski, i zastępca członka KC PZPR Werfel. Odwołano I sekretarza KW Feliksa Lorka – przedwojennego działacza KPP pochodzącego z Zagłębia Dąbrowskiego. Zarzucano mu m. in. hamowanie procesu demokratyzacji, „dławienie inicjatywy dołów pratyjnych oraz klasy robotniczej i mas pracujących”, błędną politykę kadrową, ograniczenie inwestycji w zakłady pracy. Wybrano nową, 11-osobową egzekutywę KW. I sekretarzem KW został Tadeusz Wieczorek. Wyrażono również pełne poparcie dla nowej linii partii. Na zebraniu plenarnym Komitetu Miejskiego PZPR dyskutowano rozwój samorządu robotniczego, przyspieszenie budownictwa mieszkaniowego i urządzeń komunalnych w Zielonej Górze. Wybrano również nowe wladze miejskie partii.
       Z funkcji redaktora naczelnego wydawanej od 1952 r. „Gazety Zielonogórskiej. Organu KW PZPR” odszedł nielubiany przez podwładnych Wiktor Lemiesz. Zastąpił go na stanowisku Zygmunt Śniecikowski. Czasopismo relacjonowało dość dokładnie wydarzenia na Węgrzech, VIII Plenum PZPR i plenum KW. W 1956 r. osiągalo najwyższy nakład spośród periodyków ukazujących się w województwie, stając się monopolistą w zakresie informacji regionalnych.
       Zielona Góra należała do miast, w którym najwcześniej w PRL powstały rady robotnicze. Wiele załóg m.in. „Zastalu”, „Stilonu”, „Polskiej Wełny” deklarowało rezygnację z części swych zarobków lub przedterminowe wykonanie planowanych zadań w celu poprawy trudnego położenia gospodarczego kraju.
       Komisja Zdrowia Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej, Wydział Zdrowia Prezydium Miejskiej Rady Narodwej, Zarząd Wojewódzki Polskiego Towarzystwa Lekarskiego, Wojewódzka stacja Krwiodawstwa i Zarząd Wojewódzki PCK na łamach „Gazety Zielonogórskiej” zaapelowały do społeczeństwa o oddawanie krwi rannym Wegrom. Do Wojewódzkiej Stacji Krwiodawstwa zgłaszało się przeciętnie 200 osób dzienie z miasta i okolic, by to uczynić. Krew oddawali nawet w gmachu KW PZPR dziłacze partii. Do końca miesiąca zebrano 110 litrów krwi. Miejscowa społeczność przeznaczyła również 40 tysięcy zł na zakup leków dla poszkodowanych. Najmłodsza osoba, która chciała ofiarować swą krew rannym Węgrom miała... 14 lat. Odmówiono spełnienia jej życzenia ze względu na zbyt młody wiek.

Powyższy artykuł miał się ukazać w zeszłym roku w jednym z lokalnych tygodników. Do dzisiaj, mimo kontaktu telefonicznego i mailowego z jej byłym redaktorem naczelnymi nie wiem, co się z nim stało. Obecny natomiast zaprzeczyl, by został on wydrukowany. Jeśli w jakiejś czasopiśmie bądź książce ukazały się taki sam bądź podobny tekst, proszę przesłać informację o nim na mój adres e-mail: piotr.bukowczyk@gmail.com.
.

Czy prof. Hartman jest klasistą? Polemika z red. Rafałem Wosiem

Przeczytałem niedawno tekst red. Rafała Wosia pt. Dość przyzwolenia na klasizm![1]. Polemizuje w nim z artykułem prof. Jana Hartmana Cham to cham, a idiota to idiota. Będziemy to mówić na przekór lecącemu błotu i ślinie [2]. I dochodzę do wniosku, że autor nie rozumie wypowiedzi polskiego filozofa.
Prof. Hartman twierdził tam: Chodzi po świecie cała masa idiotów i chamów, czyli ludzi pozbawionych wykształcenia, mało inteligentnych, a jednocześnie aroganckich, pewnych siebie, nieuczciwych i nieliczących się z uczuciami innych ludzi. Co więcej, takich ludzi jest znacznie więcej, niż osób szlachetnych, wykształconych, kulturalnych i inteligentnych. Idioci i chamy również głosują i najczęściej wybierają podobnych do siebie albo niewiele lepszych”. Wywołało to oburzenie dziennikarza Polityki”. „Zamieńcie w tekście Hartmana «chamów» i „idiotów» na «czarnuchów», «ciapatych» albo «pedałów» - napisał. Dostaniecie wtedy takie zdania, że nawet nie mam ochoty ich tu cytować, bo mi nie przechodzą przez klawiaturę”. Atoli polski filozof nie ma na myśli mniejszości rasowych, narodowych, etnicznych czy homoseksualistów. Jemu chodzi o osoby nieoświecone i podłe. Zresztą nazywanie poczucia wyższości wobec nich klasizmem jest nieporozumieniem. Klasa, jak podaje Władysław Kopaliński to „grupa ludzi mających ten sam stosunek do środków produkcji i odgrywających tę samą rolę w społ. organizacji pracy, np. kapitaliści, proletariusze” [3]. Tymczasem prof. Hartmanowi nie wyodrębnianie chamów i idiotów ze względu na dostęp do środków produkcji, ale dostęp do zasobów niematerialnych - wiedzy i umiejętności – i moralność. Te oskarżenia polskiego filozofa o klasizm, o pogardę wobec ubogich, idą u red. Wosia w parze z założeniem, że, jak twierdzi w swej książce pt. To nie jest kraj dla pracowników (Wydawnictwo WAB, Warszawa 2017) „Nic tak nie przyciąga kapitału jak właśnie kapitał, nieważne, czy mówimy o kapitale finansowym, społecznym czy intelektualnym” (s. 215). Zadają mu kłam badania CBOS z 2017 r., które wykazały, że zaledwie 12 % elektoratu PiS w 2015 r. oceniało swą sytuację materialną jako złą! [4]. Tymczasem jego wyraźną większość stanowiły osoby z podstawowym i zasadniczym zawodowym wykształceniem (52%), żyjący na wsi i w miastach poniżej 20 tys. mieszkańców (72%) [5]. Tym ludziom wyraźnie brakuje nie dóbr materialnych, ale niematerialnych. Liniowym zależnościom między ilością posiadanego przez jednostkę kapitału finansowego, i intelektualnego przeczy również, stwierdzony w wyniku badań przeprowadzonych przez Bibliotekę Narodową, spadek (atoli nierównomierny) czytelnictwa książek (również e-booków i audiobooków) w Polsce w latach 2012-2016 we wszystkich klasach naszego społeczeństwa i że w 2016 r. tylko 46% polskich obywateli sięgnęło po jakikolwiek tekst liczący więcej niż 3 strony [6]. Nie, prof. Hartman nie jest klasistą, ale elitarystą i (nie do końca świadomym) merytokratą!
Przed nami – polską inteligencją – stoi zatem trudne zadania do wykonania. Nie wystarczy dzielić się ze społeczeństwem wiedzą i umiejętnościami w Internecie czy publikować dużo książek i artykułów. Większość polskich obywateli tego nie przeczyta. Nie wystarczy wygłaszać wykładów i dawać lekcje w murach szkół. Czyniliśmy to przez lata, czasem za pieniądze, czasem za darmo. Dało to mizerny efekt. Jeśli chcemy, by otaczało nas mniej chamów i idiotów, trzeba popularyzować naukę gdzie indziej – w domach dziecka, świetlicach, domach kultury, publicznych bibliotekach, kawiarniach, bądź więzieniach – także w miasteczkach i na wsi, także bez zapłaty. Chociaż przy tej pracy napotkamy nieraz na trudne do przezwyciężenia przeszkody (pogodowe, finansowe, językowe), na totalnych wykolejeńców, na skończonych durniów, czy po prostu osoby umysłowo upośledzone - nie należy się zrażać Co do tego ja i prof. Hartman się zgadzamy. I jest rzeczą elit – pisze - aby wbrew pleniącej się bucie i prostactwu strzec wartości demokratycznych i społecznej równości, dając również chamom i prostakom kolejne szanse na kontakt z wiedzą i kulturą”. Niestety, przewaga głupich nad mądrymi przeszkadza osiągnięciu równości i budowaniu demokracji, tak upragnionym i przez red. Wosia i przez prof. Hartmana.. W naszym społeczeństwie nie przezwyciężymy jej w dającej się przewidzieć przyszłości. Ta świadomość spowodowała, że w okresie licealnym zacząłem sympatyzować z prawicą[7]. Jednak należy liczbę głupich maksymalnie ograniczać. Jak pokazuje doświadczenie, głupota i ciemnota korelują z przestępczością. „Jak wspominałem - pisze polski socjolog, dr Kamil Miszewski - wielkim osiągnięciem wśród więźniów jest już ukończenie szkoły zawodowej (na podstawie moich rozmów i obserwacji; patrz tabela 1., strona 100), matura pojawia się rzadziej niż Biały w nowojorskiej dzielnicy Bronx […]. Dlatego też byłem przez nich, można by powiedzieć, nie ceniony podwójnie: ze względu na studia i niespecjalną tężyznę fizyczną”[8]. Oczywiście, winniśmy pojawiać się w takich miejscach, w których nas będą słuchać. Dziękuję na tym miejscu prof. Hartmanowi za jego wykład, jaki wygłosił 8 lat temu w kawiarni „Kalambur” przy ul. Kuźniczej we Wrocławiu i który miałem przyjemność wysłuchać.

Przypisy
  1. R. Woś, Dość przyzwolenia na klasizm!, dostępne w Internecie: https://wos.blog.polityka.pl/ 2018/01/13/dosc-przyzwolenia-na-klasizm/ (dostęp: 18.03.2018).
  2. J. Hartman, Cham to cham, a idiota to idiota. Będziemy to mówić na przekór lecącemu błotu i ślinie, dostępne w Internecie: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,161770, 22877121,prof-hartman-cham-to-cham-a-idiota-to-idiota-bede-to-mowic.html (dostęp: 18.03. 2018).
  3. W. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych. Wydanie XVIII, Wiedza Powszechna, Warszawa 1989, s. 263.
  4. Zob. K. Pankowski, Komunikat z badań. Nr 130/2017. Elektoraty PO i PiS w ostatnich dwunastu latach, CBOS, Warszawa 2017, s. 4, dostępny w Internecie: http://www.cbos.pl/PL/publikacje/ raporty. php (dostęp: 18.03. 2018).
  5. Zob. tamże, s. 3-5.
  6. Zob. Stan czytelnictwa w Polsce w 2016 r., Biblioteka Narodowa, Warszawa 2017, s. 9, 38-39, dostępne w Internecie: http://www.bn.org.pl/download/document/1492689764.pdf (dostęp: 14.03.2018).
  7. Kwestia, czy PiS pozostaje rzeczywiście partią pawicową, to temat na osobne rozważania.
  8. K. Miszewski, Grypsera: przemiana, słabnięcie czy upadek subkultury więziennej? (na podstawie obserwacji uczestniczącej w areszcie śledczym i w zakładach karnych). Praca magisterska napisana pod kierunkiem Dr hab. Andrzeja Zybertowicza, prof. UMK, Toruń 2004, s. 109-110.

Thursday, May 18, 2017

Zagadnienie pracy ludzkiej w doktrynach katolickiej i kalwińskiej

       Termin „cywlizacja” bywa różnie rozumiany. Polski filozof i socjolog, Florian Znaniecki cywilizację definiował jako wynik połączenia systemów i wzorów kulturowych różnych grup społecznych zjednoczonych przez grupę przeważającą w jedno. „Kultura ludzka bowiem składa się z niezliczonych systemów wartości, odrębnych układów dynamicznych, prostych i złożonych, małych i wielkich, krótkotrwałych i trwających przez stulecia. [...] Ludzie tworzą kulturę i utrzymują ją przy istnieniu, żyjąc i działając zbiorowo” - pisał[1]. Wyróżniał cywilizacje ludowe – tworzone przez grupy złączone więzami pokrewieństwa, narodowe – zakładane przez grupy terytorialne, zamieszkujące jakiś określony obszar, watpił zaś w istnienie cywilizacyj ponadnarodowych. „Jeżeli mówimy dziś o cywilizacji chrześcijańskiej lub cywilizacji przemysłowej, są to wyrażenia nieścisłe. Wspólność kulturalna ogółu narodów chrześcijańskich ogranicza się do dziedziny religijnej i niektórych wzorów obyczajowych, estetycznych i poznawczych, związanych z religią; wspólność kulturalna narodów uprzemysłowionych - do pewnych wzorów wytwórczości technicznej i systemów wymiany ekonomicznej”[2]. Ja zaś sądzę, iż mimo rozbicia chrześcijaństwa oraz nieraz występującej przewagi więzi narodowych nad religijnymi, można wyodrębnić przekonania, wartości, normy łączące wyznające je ludy czy narody. Niewątpliwie, jednym ze składników tak pojętych kultury i cywilizacji będą oceny i wzory wykonywania przez ludzi pracy w ogóle czy różnych jej rodzajów. Pracę ludzką pojmuję jako „wydatkowanie wysiłku fizycznego, psychicznego i emocjonalnego w celu wytwarzania dóbr i usług do konsumpcji własnej lub przez innych”[3]. Przez doktrynę kalwińską rozumiem poglądy religijne Urlicha Zwingliego, Martina Bucera, Jana Kalwina oraz wspólnot nawiązujących do ich idei religijnych, zwanych „kalwińskimi”, „ewangelicko-reformowanymi”, „prezbiteriańskimi” czy „purytańskimi”. Z powodu istnienia wielu wspólnot kalwińskich, ściślejszym byłby termin „doktryny kalwińskie”, ale mnie interesują pewne wspólne dla ogółu ewangelików reformowanych wzorce postępowania, zawarte w dziełach pionierów tego nurtu protestantyzmu, przeto pozostaję przy wyrażeniu „doktryna kalwińska”. Mianem doktryny katolicyzmu określam dogmaty i zasady moralne społeczności wiernej Biskupowi Rzymskiemu (papieżowi).
       Wybrałem do porównania te właśnie doktryny religijne, gdyż popularny jest pogląd o głębokiej różnicy między nimi w przedmiocie pracy ludzkiej, a kalwinizm, zwłaszcza zaś jego anglosaska odmiana, zwana purytanizmem, miał przez zmianę ocen i wzorców wykonywania pracy przyczynić się rzekomo do powstania kapitalizmu[4]. Przytoczę niżej tezy dwu uczonych, z którymi się nie zgadzam, a które wydają się niezwykle popularne: niemieckiego prawnika i pioniera socjologii, Maxa Webera (1864-1920) oraz polskiego politologa, Grzegorza Rydlewskiego (ur. 1953)
       Ze względu na ograniczone ramy niniejszego opracowania, przytoczę wybrane teksty przyjmowane jako autorytatywne przez ogół lub znaczną część wyznawców katolicyzmu i kalwinizmu, głównie ze średniowiecza i okresu nowożytnego: Biblię, Summę teologiczną św. Tomasza z Akwinu, Katechizm Rzymski z 1566 r., Institutio christianae religionis pióra Jana Kalwina oraz Katechizm heidelberski z 1563 r., jak również kilka opracowań napisanych przez uczonych polskich i zagranicznych.
       Max Weber, twierdził w swym dziele pt. Etyka protestancka i duch kapitalizmu, że wypowiedź św. Pawła : „Kto nie pracuje, niech też nie je” (2 Tes 3,10), zdaniem św. Tomasza z Akwinu, nie odnosi się do „tego, kto może żyć bez pracy dzięki posiadaniu i oczywiście kontemplacja, jako duchowa forma działania, ma pierwszeństwo przed tym przykazaniem interpretowanym dosłownie. Co więcej, dla popularnej teologii tej epoki najwyższą formę «produktywności» stanowiło pomnażanie thesaurus ecclesiae przez modlitwę i śpiew religijny”[5]. Niemiecki naukowiec przytacza tam głównie na popracie swych tez wypowiedzi Ryszarda Baxtera (1615-1691), angielskiego kaznodziei purytańskiego, zawarte w wydanej w 1672 r. książce pt. Christian Directory (Przewodnik chrześcijański)[6]. Atoli katolicyzm na równi kładzie pracę ludzką i modlitwę. Reguła najstarzego zakonu w Kościele zachodnim, benedyktynów, założonego przez św. Benedykta z Nursji w VI w. zawiera zasadę ora et labora - „módl się i pracuj”. Akwinata pisał w Sumie teologicznej: „Ponieważ zaś działanie grzeszne bardziej przeszkadza człowiekowi w sprawach Bożych aniżeli praca dozwolona, choćby nawet cielesna, stąd ten, kto popełnia grzech w dzień świąteczny, bardziej gwałci to przykazanie, aniżeli kto wykonuje w tym dniu jakąś pracę cielesną”[7]. Katechizm Rzymski zawiera podobną interpretację trzeciego przykazania Bożego: „Nie mamy też rozumieć, żeby sprawowania onych rzeczy to przykazanie broniło, któreby zginąć lub skazić mogły się, gdyby sie nie zrobiły w dzień święty, jak i ustawy kościelne tego pozwalają”8. Na innym miejscu św. Tomasz wprost pisał: „Praca fizyczna podejmowana dla utrzymania życia jest przykazaniem obowiązującym wszystkich: w miarę tego, jak jest konieczna do osiągnięcia celu, bo z zasady konieczność środka zależy od celu, tzn. o tyle środek jest konieczny, o ile bez niego nie da się celu osiągnąć. [...] Ta sama zasada stosuje się również do tych, którzy mają inne uczciwe środki do życia”9. Atoli precyzuje: „A zatem ci, którzy publicznie oddają się wymienionym zajęciom duchowym, są przez nie zwolnieni od pracy fizycznej: po pierwsze dlatego, że te zajęcia wymagają od nich całkowitego poświęcenia się im; po drugie dlatego, że ci, którzy wykonują takowe duchowe prace, mają prawo otrzymywać środki do życia od tych, którzy z ich pracy korzystają”10. I dodaje: „Natomiast niedopuszczalne jest, żeby zakonnicy, którzy nie znajdują się w koniecznej potrzebie ani też niczego nie przynieśli do klasztoru chcieli żyć z jałmużn dawanych ubogim”[11].
       Max Weber twierdził również: „Praca jest mianowicie osobliwą profilaktyką wobec tych wszystkich pokus, które purytanizm określa jedną nazwą unclean life (życie nieczyste) i które odgrywały niemałą rolę”[12]. W Katechizmie Rzymskim wzywa się również wiernych, aby „się najbardziej próżnowania strzegli, do którego gdy się ludzie miasta Sodomy udali, i w niem prawie zatopili, jak mówi Ezechiel, natychmiast w onę ciężką i szkaradną nieczystość wpadli”[13].
       Niemiecki prawnik pisał też: „Opatrzność Boża przygotowała bowiem każdemu bez wyjątku zawód-powołanie (calling), który powinien on uznać i w którym powinien pracować. Ów zawód-powołanie, inaczej niż w luteranizmie, nie jest dopustem, któremu człowiek musi poddać się i na tym poprzestać, lecz skierowanym do każdego człowieka rozkazem Boga”[14]. Zaiste, Jan Kalwin w Nauce relgii chrześcijańskiej (Institutio Christianae religionis) twierdził, że „nie ma tak nędznej i podłej pracy, która (bylebyś był posłuszny swemu powołaniu) nie nabrałaby blasku i nie została uznana przed Bogiem za najwspanialszą”, poniewż był przekonany „że Bóg każdemu to brzemię nałoży”[15]. Pisał jednak również Akwinata: „Chociaż ludzie z natury są sobie równi, to jednak występuje u nich nierówność, bo za zrządzeniem Boskiej opatrzności jedni są powołani do wyższych zadań, inni do małych, w myśl słów Syracha: «Pan rozdzielił ich w pełnej swej mądrości i różne wyznaczył im drogi. Jednych pobłogosławił i wywyższył, uświęcił i do Siebie zbliżył, innych przeklął, poniżył»”[16]. Zresztą Max Weber przyznaje na innym miejscu, iż już Akwinata postrzegał „podział pracy i zawodowe rozczłonkowanie społeczeństwa” jako „bezpośredni rezultat boskiego planu” miało ono jednak wynikać z przypadku[17].
       Uczony niemiecki utrzymywał również, iż „psychologiczny bodziec, jakim było uznanie pracy za zawód-powołanie, tj. za najlepszy, a w ostatecznym rezultacie jedyny środek upewnienia się o stanie łaski”[18]. Określa się tą ideę jako sylogizm praktyczny. Jak pisze polski teolog ewangelicki, pastor Marcin Hinz: „Idea sylogizmu praktycznego została zaakcentowana w teologii drugiej generacji kalwinistów, zwłaszcza u następcy Kalwina, Teodora Bezy (1519-1605)”[19]. Nie była zatem obecna w kalwinizmie od początku.
Grzegorz Rydlewski, polski politolog, twierdzi, iż w nauce społecznej Kościoła katolickiego nastąpiło po Soborze Watykańskim II „uznanie pracy ludzkiej (traktowanej poprzednio jako kara za grzech pierworodny) za podstawowy czynnik rozwoju człowieka i instrument przekształcania świata”[20]. Jednak już Katechizm Rzymski przedstawia jako karę za grzech pierworodny wyłącznie cierpienia i niepowodzenia towarzyszące pracy ludzkiej, których człowiek, gdyby Adam i Ewa nie spożyli owocu z drzewa wiadomości dobrego i złego, nie musiałby znosić, „lecz nie byłaby mu przykra żadna praca i każda sprawa jego przyszła by mu z rozkoszą”[21].
       Wypada zwrócić uwagę na kilka jeszcze podobieństw między ujęciem pracy w kalwinizmie i katolicyzmie, które przemilcza się w przytaczanej wyżej literaturze naukowej.
W Katechizmie Rzymskim przeczytać można: „Należy też do pobożności Chrześciańskiej, gdyby nie było zkąd inąd dobrze czynić tym, którzy ku swej żywności cudzego żądają milosierdzia, aby dla unikania próżnowania cokolwiek robili i dostarczali swemi rękami to, z czegoby niedostatek ludzi ubogich ratować mogli”22. Katechizmie heidelberskim zawiera podobną myśl: „Abym w sytuacji, gdy ode mnie to zależy, starał się o rzeczy pożyteczne dla drugiego człowieka (bliźniego) i postępował względem niego tak, jak chciałbym, aby wobec mnie postępowano, a także - bym uczciwie pracował, aby dopomagać potrzebującym”[23].
       Podobne wnioski wyciąga doktryna kalwińska i katolicka ze słów modlitwy Pańskiej („Ojcze nasz”): „Naszego chleba powszedniego daj nam dzisiaj [...]” (Mt 5,11). Zarówno autorzy Katechizmu Rzymskiego, jak i Katechizmu Heidelberskiego rozumieją je jako prośbę o błogosławieństwo Boże, bez którego „próżna i omylna wszystka nadzieja i wszystko staranie nasze być musi”[24] a „nasza praca, a nawet Twoje [t. j. Boże – P. B.] dary nie będą służyły naszemu dobru”[25]. Również Kalwin twierdził, iż „do niczego nas nie doprowadzi ani nasz talent, ani nasz trud, jeśli Pan ich nie pobłogosławi”[26]. Wyrażono tu ideę wystąpujacą w doktrynach różnych wyznań chrześcijańskich, ale również innych wielkich religii monoteistycznych – judaizmu i islamu - Opatrzności Boskiej i zależności człowieka od Boga.
       Rzeczywistymi różnicami między doktryną katolicką i kalwińską w kwestii pracy są wyłącznie wspomniany już sylogizm praktyczny oraz dopuszczenie pożyczania na procent jako rodzaju pracy. Rozpoznawanie przez pracę osób przeznaczonych do zbawienia stoi w sprzeczności z katolickim dogmatem zbawienia z wiary i uczynków. Lichwę zaś, rozumianą jako pożyczanie pieniędzy na procent, żądanie odsetek za towar sprzedany na kredyt Kościół rzymski przez wieki potępiał. Przez jakiś czas teologia katolicka na równi z lichwą stawiała spekulację handlową[27]. Tak pisał św. Tomasz: „Kto by na podstawie wyraźniej lub domyślnej umowy pobrał pieniądze za pożyczenie pieniędzy lub innej rzeczy, grzeszyłby przeciw sprawiedliwości”[28]. Dopiero w wieku XIX Kościół katolicki zmienił swe rygorystyczne stanowsiko w tej sprawie[29]. Jan Kalwin zaś rozróżnił kredyt inwestycyjny od konsumpcyjnego. W pierwszym przypadku pożyczający mógł żądać odsetek jako udziału w zyskach z inwestowanego kapitału, w drugim przypadku, kiedy wspierał potrzebującego, mógł domagać się wyłącznie pożyczonej sumy[30]. Reszta kalwińskich ocen i norm pracy nie różniła się od nauczania Kościoła katolickiego w tej materii. Można wręcz twierdzić, iż stanowią przeżytek katolicyzmu w kalwinizmie, zwł. wyobrażenie o pracy, jako ucieczce od grzechu czy powszechny moralny obowiązek pracy. Przetrwały one w ewangelicyzmie-reformowanym, mimo iż kolidowały z przekonaniem o podwójnej predestynacji do zbawienia bądź potępienia na mocy przedwiecznego wyroku Boskiego.
       Wielu współczesnych uczonych wskazuje jako ojczyznę kapitalizmu katolickie republiki pólnocnowłoskie, tudzież Niderlandy czy Hanzę w XII-XIV w.[31]. Tu się pojawiają takie kapitalistyczne czy prekapitalistyczne instytucje gospodarcze jak banki i kredyty (mimo zakazu kościelnego), weksle, chałupnictwo, manufaktury czy spółki handlowe, na wsi zaś nieraz znika poddaństwo chłopów i zamiast folwarków pojawiają się rodzinne gospodarstwa rolne[32]. Myślę, że tu należy dopatrywać się przyczyn zwiększenia się wydajności pracy czy akumulacji kapitału. Sądzę zatem, inaczej, niż Max Weber, iż kalwinizm bynajmniej nie przyczynił się do powstania kapitalizmu.

Przypisy

1. F. Znaniecki, Ludzie teraźniejśi a cywilizacja przeszłości, PWN, Warszawa 1974, s. 11, 14.
2. Ibidem.
3. Słownik socjologii i nauk społecznych, red. Gordon Marshall, red. naukowa pol. Wyd. Marek Tabin, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2004, hasło: "praca jako czynność".
4. M. Weber, Asceza i duch kapitalizmu [Protestantische Ethik und der Geist der Protestatismus], w: Szkice z socjologii religii, przeł. J. Prokopiuk i H. Wandowski, Ksiązka i Wiedza, Warszawa, 1984, s. 104-110.
5. Ibidem, s. 91.
6. C. Frey, Etyka protestantyzmu od Reformacji po czasy współczesne, przeł. S. Cinal, Nakładem Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 1991, s. 72.
7. Św. Tomasz z Akwinu, Suma teologiczna. Tom 20: Cnoty społeczne pokrewne sprawiedliwości (2-2, q. 101-122), przeł., oprac. O. Feliks Wojciech Bednarski OP, Londyn, II-II, q. 122, a. 4.
8. Katechizm Rzymski, według uchwały Ś. Soboru Trydentskiego dla Plebanów ułożony, z rozkazu najprzód Piusa V. potem Klemensa XIII. po łacinie wydany, na polski język w lat cztery po Soborze przez Imci księdza Walentego Kuczborskiego, Archidiakona Pomorskiego przetłómaczony; teraz zaś z małemi poprawkami i z niektóremi dodatkami przedrukowany, Drukarnia L. D. Stoegera, Jasło 1866, s. 388.
9. Św. Tomasz z Akwinu, Suma teologiczna. Tom 23: Charyzmaty. Szczególne dary i powołania w Kościele (2.-2. 71-89), przeł., oprac. o. P. Bełch OP, Katolicki Ośrodek Wydawniczy „Veritas”, Londyn 1982, II-II, q. 87, a. 3.
10. Ibidem, II-II, q. 87, a. 3, ad 3.
11. Ibidem, II-II, q. 87, a. 4.
12. M. Weber, op. cit., s. 101-102.
13. Katechizm Rzymski..., s. 419.
14. M. Weber, op. cit, s. 92.
15. J. Kalwin, Nauka religii chrześcijańskiej, tłum Irmina Lichońska, w: Myśl filozoficzno-religijna reformacji XVI wieku, Lech Szczucki (red.), Warszawa 1972, s. 372.
16. Św. Tomasz z Akwinu, Suma teologiczna. Tom 8: Rządy Boże. 1. 103-119, przeł., oprac. o. P. Bełch OP, Katolicki Ośrodek Wydawnicy „Veritas”, Londyn 1981, I, q. 113, art. 2, ad 3, dostępne również na: http://www.katedra.uksw.edu.pl/suma/suma_indeks.htm (dostęp: 11.12.2012).
17. M. Weber, op. cit, s. 92.
18. Ibidem, s. 106.
19. M. Hinz, Etyka indywidualna i społeczna Kalwina, w: W nurcie myśli Jana Kalwina, J. Budniak, P. Jaskóła, R. Porada (red.), Redakcja Wydawnictw Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Opolskiego, Opole 2009, s. 31.
20. G. Rydlewski, Doktryny podstawowych religii świata (aspeky społeczno-polityczne), w: Nauka o polityce. Podręcznik akademicki, red. A. Bodnar, PWN, Warszawa 1988, s. 370
21. Katechizm Rzymski..., op. cit., s. 526.
22. Katechizm Rzymski..., op. cit., s. 431
23. Katechizm Heidelberski, przeł. G. Pianko, oprac. literackie B. Stahl, w: Z. Pasek, Wyznania wiary protestatyzmu, Nakładem Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 1995, s. 55.
24. Katechizm rzymski..., op. cit., s. 527.
25. Katechizm Heidelberski, op. cit., s. 57.
26. J. Kalwin, Nauka religii chrześcijańskiej, op. cit., s. 360.
27. K. Olendzki, Lichwa, dostępne na: http://biznes.pwn.pl/haslo/3932326/lichwa.html [dostęp: 10.12.2012].
28. Św. Tomasz z Akwinu, Suma teologiczna w skrócie, oprac. F. W. Bednarski OP, Fundacja Pomocy „Antyk”, Wydawnictwo Antyk - Marcin Dybowski, Warszawa 2006, II-II, q. 78, dostępne również na: http://www.katedra.uksw.edu.pl/suma/suma_indeks.htm (dostęp: 11.12.2012).
29. J. Gocko,Lichwa. Aspekt moralny, w: Encyklopedia katolicka, t. 10, TN KUL, Lublin 2004, s. 998.
30. J. Delumeau, Reformy chrześcijaństwa w XVI i XVII w. Tom 1: Narodziny i rozwój Reformy protestanckiej, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1986, s. 267-268; M. Hinz, op. cit., s. 34.
31. N. Rosenberg, L. E. Birdzell, Jr., Historia kapitalizmu, Wydawnictwo Znak, Kraków 1994, s. 95-97, 193.
32. J. Delumeau, op. cit., s. 265-267; Z. Wójcik, Historia powszechna. Wiek XVI-XVII, Wydawnictwo PWN S. A., Warszawa 2008, s. 13-17; T. Manteuffel, Historia powszechna. Średniowiecze, Wydawnictwo Naukowe PWN S. A., Warszawa 2002, s. 267-268, 364, 379-380.


Powyższy teskt ukazał się w książce pt. (Nie)ład a (od)budowa cywilizacji, Zdzisław Zagórski, Stanisław Kamykowski (red.), Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2016, s. 161-168.

Tuesday, April 18, 2017

Reaktywacja i zmiana formuły bloga

Szanowni Czytelnicy!

Po dłuższej przerwie spowodowanej pisaniem doktoratu i przygotowaniem do jego obrony, poszukiwaniem pracy i chorobą, postanowiłem znów zamieszczać posty na moim blogu. Nie będą to, tak jak dotychczas, niemal wyłącznie "ciężkostrawne" teksty naukowe, ale również komentarze do bieżących wydarzeń politycznych, jak i religijnych, zwłaszcza, jeśli mają związek z polityką.

Piotr Bukowczyk

Thursday, April 3, 2014

Błędy w wybranych badaniach opinii publicznej

Czytelników przepraszam za 2-letnie milczenie (wyjąwszy wymuszony zmianą prawa post z sierpnia zeszłego roku). Przez ten czas przygotowywałem moją rozprawę doktorską, uczestniczyłem w kilku konferencjach i opublikowałem 3 teksty. Poniżej zamieszczam poprawioną wersję jednej z moich prac zaliczeniowych, złożoną pewnemu pracownikowi Instytutu Socjologii. Po kilku miesiącach wahań doszedłem do wniosku, że to właściwy czas i miejsce, żeby ją opublikować.

        W niniejszej pracy wykażę błędy raczej w sposobie przedstawiania wyników sondaży, niż prowadzenia pomiarów opinii publicznej, zawarte w dwu tekstach: Wygrał, bo jest wodzem, pióra Tadeusza Zachurskiego[1] oraz Sondaż Polskiego Radia: Jan Paweł II zmienił życie Polaków[2].
       Tadeusz Zachurski relacjonuje przebieg kampanii wyborczej przed wyborami prezydenckimi w 2004 r. w Stanach Zjednoczonych Ameryki oraz wyniki głosowania. Przytacza m. in. wyniki badania opinii publicznej przeprowadzonych przez Johna Zogbyego. Niestety, na stronie internetowej należącego do Amerykanina przedsiębiorstwa Zogby Analitics (www.zogbyanalytics.com/) nie znalazłem sprawozdania z tego sondażu, więc zrekonstruuję go na podstawie tekstu Tadeusza Zachurskiego oraz czatu z Johnem Zogbym, zamieszczonego na stronie „The Washington Post”[3]. „Bush zdołał przekonać do siebie wyborców niezdecydowanych – pisał Zachurski - niezwiązanych formalnie z żadną z dwóch głównych sił politycznych. jak wykazały badania firmy sondażowej Johna Zogby - to z reguły osoby politycznie umiarkowane, w średnim wieku, średniozamożne, z lepszym niż przeciętnie wykształceniem. Niezdecydowani lubią Busha jako człowieka, cenią go za przywódcze umiejętności, poszanowanie wartości rodzinnych i za konsekwencję. Są jednak przeciwni wojnie w Iraku i poczynaniom administracji, która do niej doprowadziła. Niezdecydowani uważają wprawdzie, że Kerry ma kwalifikacje, by zostać prezydentem, i zgadzają się z jego stanowiskiem w wielu kwestiach polityki wewnętrznej, takich jak edukacja, gospodarka, opieka medyczna. Kerry'emu nie udało się jednak przekonać wyborców, że rzeczywiście wierzy w to, co głosi”. Autor w ogóle nie podaje kiedy, na jakiej próbie i jak przeprowadzono przytaczane przez niego badania. Zapewne są wiarogodne, skoro Zogby w wyżej przywoływanym czacie m. in. przyznaje, że w razie nadreprezentacji czy niedostatecznej reprezentacji danej kategorii społecznej bądź zaskakujących wyników do ważenia próby czy powtarzania sondażu i działa na rynku od 1984 r. Przytaczana wypowiedź Zachurskiego zawiera wiele niejasnych terminów. Czy „osoby politycznie umiarkowane” odcinają się od nazizmu i komunizmu, czy również terroryzmu, fundamentalizmu religijnego, nowej lewicy lub anarchizmu? W jakim przedziale wiekowym mieszczą się osoby „w średnim wieku”? Ile zarabiają i jak wielki majatek zgromadzili respondenci „średniozamożni”? Czy Amerykanie „z lepszym niż przeciętnie wykształceniem” mają licencjat, magisterium, doktorat? Nie wiadomo. „Bush celnie trafiał do przekonania właścicielom drobnych firm, przedstawiając obniżki podatków i zmiany w prawie jako prezent dla takich właśnie przedsiębiorców – ciągnie dalej. Gdy demokraci oskarżali republikanów o zastraszanie wyborców, m. in. w ) Ohio, Michigan, Pensylwanii czy Iowa, Rove [doradca George'a Walkera Busha – P. B.] przeniósł kampanię na Środkowej Zachód. [...] To miejsca, w których coraz większą siłą polityczną są religijni konserwatyści pielęgnujący tradycyjne wartości. Tyle tylko że tym razem prawicowi wyborcy byli raczej katolikami niż baptystami z południa”. Skąd to autor wie? Nie wiadomo. Rozumiem, że dziennikarz ukrywa osobowe źródła informacji, jednak inne (książki, czasopisma, strony internetowe itd.) powinien wymienić – niekoniecznie w postaci przypisów – w końcu nie pisze rozprawy naukowej,  w końcu redaktor wyznacza mu limity słów czy znaków. Sądzę jednak, iż winien podać przynajmniej tytuły publikacyj czy adresów stron www, które przeglądał. Niekiedy powołuje się na Geoffrey'a Garina „prowadzącego sondaże dla demokratów” czy Matthew Dowda, który „analizował wyniki sondaży dla demokratów” czy Karla Rove'a – szefa sztabu wyborczego Busha. Informacje o nastrojach wyborców, które tak uzyskał są jednak niepewne i na ogół z drugiej ręki. Pod artykułem zamieszczono również mapkę, przedstawiającą USA z podziałem na stany, w których jest „spodziewane zwycięstwo Busha” i w których jest „spodziewane zwycięstwo Kerry'ego”. Znowu nie wiadomo, skąd pochodzą informacje tam podane.  Prawdopodobnie z raportów administracji publicznej. Chyba nie z sondaży Zogby'ego, który w przywoływanym czacie, zamieszczonym na stronie „The Washington Post” w piątek, 31 października 2004 r., na 3 dni prze wyborami, przyznał: „Trudno mi widzieć Hawaje jako pole walki. Nie przebadałem ich”. Jednak w „Neewsweeku” pokazano przewidywane wyniki głosowania również na Hawajach. Określono je jako „spodziewane”, gdyż wybory Prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki są pośrednie – obywatele co 4 lata głosują na elektorów, którzy głosują na kandydatów na prezydenta[4]. Czytając tekst Zachurskiego, mam wrażenie, iż autor stara się zniechęcić odbiorcę do osoby Johna Kerry'ego i sympatyzuje z jego głównym rywalem, co nie dziwi w publicystyce, jednak przybiera to postać manipulacji, co mnie razi. Jak powiada: „Przemówienie Kerry'ego - uznali wyborcy - zawierały zbyt wiele niuansów i kalkulacji, by można było w nie uwierzyć. Wyborcy nie potrafili pojąć, w co tak naprawdę wierzy Kerry”. Brak źródeł nie pozwala znów rozstrzygnąć, czy to prawda, czy fantazmaty autora (Zogby nie mówił w czasie cytowanego już czatu, jak wyborcy oceniali kampanię kandydata Partii Demokratycznej na prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki). Wygląda na to, że autor zarzuca w tej wypowiedzi Kerry'emu niejasny sposób wysławiania się (żeby nie powiedzieć: bełkot) czy nawet, że imputuje mu kłamstwo.
           Drugi tekst wymieniony we wstępie, omawia wyniki badań zrealizowanych przez Homo Homini – Instytut Badania Opinii na zlecenie Polskiego Radia. Jak podają autorzy tej notatki internetowej: „Sondaż przeprowadzono telefonicznie 1 kwietnia [2011 r. - P. B.] na grupie 1100 osób, reprezentatywnej dla ogółu Polaków”. Podano zatem podstawowe informacje o metodologii sondażu, co pozwala ocenić jego wiarygodność (chociaż nie napisano, jak dobierano próbę: losowo, kwotowo, czy losowo-warstwowo).  Trudno jednak orzec, czy treść pytań zadanych respondentom została wiernie odzwierciedlona w omawianym tekście. Niestety, na stronie internetowej Homo Homini (http://www.homohomini.com.pl/) nie ma z niego sprawozdania, które można by skonfrontować z przytaczanym doniesieniem medialnym. „82 procent Polaków uważa, że nauki i osoba papieża Jana Pawła II wpłynęły na ich życie – można przeczytać na stronie www Polskiego Radia - tak wynika z najnowszego sondażu Instytutu Badania Opinii Homo Homini dla Polskiego Radia”. Czy wpłynął bezpośrednio, przez wypowiedzi czy zachowania się wobec respondentów (w wypadku jego petentów, podwładnych, studentów itd.) czy pośrednio, przez otoczenie społeczne (mianując biskupa miejsca, wywierając naciski na polityków itd.)? Jeśli wpłynął bezpośrednio, to czy tylko na przekonania czy również na zachowanie się respondentów? Tak, jak uczynił CBOS   w badaniach   przeprowadzonych na zlecenie Centrum Myśli Jana Pawła II w dniach 12 − 17 marca 2011 roku na liczącej 1109 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski[5] należało z wypowiedziach Jana Pawła II wyodrębnić kilka kluczowych doktryn i sprawdzić ich recepcję wśród respondentów przez zadawanie pytań. Podam kilka przykładów, które przyszły mi na myśl:  „Czy wierzy Pan/Pani w Boga?”, „Jeśli tak, jakiego jest Pan/Pani wyznania?”, „Czy czytał Pan/Pani jakiekolwiek książki Karola Wojtyły/Jana Pawła II?”, „Jeśli jest Pan/Pani wyznania rzymskokatolickiego, jak często chodzi Pan/Pani do kościoła?” (i tutaj podać różne warianty odpowiedzi, dopuszczając zaznaczenie kilku: „kilka razy w tygodniu”, „co tydzień”, „raz na miesiąc”, „kilka razy w roku”, „nigdy”),  „Czy należy zalegalizować małżeństwa osób tej samej płci w prawie polskim?” (i tu wstawić kafeterię: „tak”,  „nie, ale powinno się pozwolić je rejestrować i przyznawać niektóre prawa przynależne małżeństwom [np. wspólnota majątkowa]”, „nie, ale należy je tolerować”, „nie, należy karać osoby żyjące w takich związkach”, „nie mam zdania”), „Czy należy zakazać przerywania ciąży w prawie polskim?” ( i tutaj podać różne warianty odpowiedzi, dopuszczając zaznaczenie kilku: „ tak, zupełnie”, „tak, chyba, że zagraża życiu kobiety”, „tak, chyba, że zagraża zdrowiu kobiety”, „tak, chyba, że powstała w wyniku przestępstwa”, „tak, chyba, że płód jest ciężko i nieodwracalnie uszkodzony”, „tak, jeśli kobieta znajduje się w ciężkiej sytuacji materialnej (bezrobocie, bieda)”, „tak, z innych, niż w/w powodów (jakich?)”, „nie”, „nie mam zdania”). Te i tym podobne pytania pozwoliłyby sprawdzić znajomość nauczania Jana Pawła II oraz jego recepcję – w teorii i praktyce - w społeczeństwie polskim, czyli jego bezpośredni wpływ na nie. Krótko  mówiąc - w referowanym sondażu nie wiadomo, co znaczy termin „wpływ” pojawiający się w pytaniu. Wygląda on jak jeszcze jedna próba kreacji pozytywnego wizerunku Jana Pawła II – tutaj przez wskazanie powszechnego niemal autorytetu, jakim miałby się cieszyć w narodzie, z którego się wywodził. Zależy na nim przede wszystkim (części) duchowieństwa katolickiego, gdyż uzasadniałby on jego beatyfikację i planowaną kanonizację, w sytuacji, kiedy również w Polsce papieża krytykują niektórzy katolicy (m. in. Bractwo Świętego Piusa X, kapłan-sedewakantysta Rafał Trytek oraz teolodzy liberalni, jak exjezuita Stanisław Obirek czy exdominikanin Tadeusz Bartoś), jak i niekatolicy (np. lewicowi dziennikarze Jerzy Urban, Piotr Szumlewicz, kapłan-apostata i poseł na Sejm Twojego Ruchu Roman Kotliński, Polskie Stowarzyszenie Racjonalistyczne). Chociaż w przeprowadzonym przez CBOS badaniach na zlecenie Centrum Myśli Jana Pawła II w dniach 11–16 stycznia 2012 roku na próbie random route 1000 osób w wieku powyżej 15 roku życia, na pytanie: „Czy Jan Paweł II jest dla Pana(i) ważnym autorytetem moralnym?”, 94% spośród 958 dorosłych respondentów odpowiedziało „tak” albo „raczej tak”, to „następuje w Polsce powolne odchodzenie od religijności kościelnej w kierunku nieco bardziej zindywidualizowanej. Wyraża się to m.in. w mniej regularnym uczestnictwie w praktykach religijnych (zwłaszcza niektórych grup społecznych), czy też w coraz częstszej akceptacji szeregu postaw i zachowań moralnych niezgodnych z nauczaniem Kościoła, takich jak antykoncepcja, seks przedmałżeński, życie w związku bez ślubu czy rozwód” [6].
          Spośród wyróżnionych przez Ryszarda Dyoniziaka najczęściej pojawiających się błędów w sondażach[7], w analizowanych badaniach, wnioskując z dostępnego materiału, występują w pierwszym przypadku - błąd ogólnikowości pytania, w drugim przypadku - błąd absurdalności pytania. Przypadek drugi sprawia wrażenie sondażu na potwierdzenie z góry przyjętych założeń propagandowych. Podobny przykład podał w swej książce również Dyoniziak i również dotyczył on badań nad religijnością8. Niepokoi sposób prezentacji wyników sondaży w tekście Zachurskiego. Autor, prócz złośliwego dyskredytowania Kerry'ego, nie podaje, wyjąwszy Zogby Analitics, przez kogo wykonane i kiedy sondaże przedwyborcze wykorzystał, co obniża wiarogodność jego artykułu.uca w tej wypowiedzi Kerry'emu niejasny sposób wysławiania się (żeby nie powiedzieć: bełkot) czy nawet, że imputuje mu kłamstwo.      

Przypisy


  1. „Newsweek” nr 45-46/2004.
  2. Zob. wyniki dostępne na: http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/339488,Sondaz-Polskiego-Radia-Jan-Pawel-II-zmienil-zycie-Polakow [07.01.2014].
  3. Zob. Election 2004: Poll Numbers, dostępne na: http://www.washingtonpost.com/wp-dyn/articles/A6510-2004 Oct28.html [07.01.2013].
  4. Zob. Wojciech Jakubowski, Piotr Załęski, Systemy polityczne państw Europy Zachodniej nie należących do Unii Europejskiej i wybranych państw pozaeuropejskich, w: Społeczeństwo i polityka. Podstawy nauk politycznych, red. Konstanty A. Wojtaszczyk, Wojciech Jakubowski, Oficyna Wydawnicza ASPRA-JR, Warszawa 2003, s. 350.
  5. Zob. Dwadzieścia lat później. Polacy o Janie Pawle II i jego nauczanie w rocznicę pielgrzymki do wolnej Polski. Komunikat z badań. Warszawa, czerwiec 2011, dostępny na: http://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2011/K_065_ 11.PDF [08.01.2014].
  6. Zob. Jan Paweł II i jego nauczanie w życiu Polaków. Komunikat z badań. Warszawa, marzec 2012, dostępny na: htp://www.cbos.pl/ SPISKOM.POL/2012/K_044_12.PDF [08.01.2014], s. 1, 7.
  7. Zob. Ryszard Dyoniziak, Sondaże a manipulowanie społeczeństwem, Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 1997, s. 39-42.
  8. Zob. ibidem, s. 34-38.