Wobec zarzutów stawianych w środkach masowego przekazu Wyższej Szkole Kształcenia Zawodowego (WSKZ) z siedzibą we Wrocławiu, jako jej absolwent, oświadczam co następuję:
- aplikowałem tam na studia podyplomowe historyczne po odmowie uruchomienia studiów podyplomowych historycznych przez Uniwersytet Wrocławski (w 2012 r.) i studiów podyplomowych anglistycznych przez Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu z powodu zbyt małej ilości chętnych (2023 r.); alternatywą był również zdalne studia podyplomowe historyczne w Wyższej Szkole Humanistyczno-Ekonomicznej w Brzegu; gdyby istniał wybór w postaci studiów hybrydowych, dokonałbym go, jednak takich nie znalazłem w województwie dolnośląskim, lubuskim i opolskim;
- uczestniczyłem w dobrowolnych zajęciach w formie stacjonarnej (w sensie: na miejscu) w siedzibie Wyższej Szkoły Zarządzania przy ul. Krakowskiej we Wrocławiu oraz Sky Tower;
- równocześnie studenci studiów licencjackich i magisterskich w tej uczelni brali udział w obowiązkowych wykładach i ćwiczeniach;
- testy internetowe zaliczałem w 1-3 podejściu;
- brałem udział w 90 h praktyk zawodowych w Liceum Ogólnokształcącym dla Dorosłych przy Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego w Legnicy przy ul. Lotniczej i Szkole Podstawowej nr 19 przy ul. Rzeczpospolitej tamże, na co są świadkowie; w rzeczywistości pojawiałem się także na lekcjach wiedzy o społeczeństwie w SP nr 19, czego nie mogłem już wykazać w dokumentacji.
Wobec powyższego, nie jest prawdą, przynajmniej w odniesieniu do studiów podyplomowych, które ukończyłem, twierdzenie red. Renaty Kim: "System jest prosty: płacisz, rozwiązujesz kilka testów i dostajesz dyplom" (https://www.newsweek.pl/polska/spoleczenstwo/wskz-i-pseudoedukacyjne-imperium-z-wroclawia-patologia-i-naciaganie/gc69kvs).